Jak internetowi coachowie krzywdzą młode pokolenie

Na początku to zawsze wygląda niewinnie.
Krótki filmik. Dobre światło. Mocne hasło.
„Weź odpowiedzialność.” „Nie bądź ofiarą.” „Twoje życie to suma decyzji.”

Młody człowiek patrzy i myśli: — w końcu ktoś mówi konkretnie.
Bo to działa na zmęczenie. Na chaos. Na brak punktów odniesienia.
Internetowi coachowie zdrowia, sukcesu i „zmiany” nie wzięli się znikąd.
Oni pojawili się dokładnie tam, gdzie zabrakło dorosłych struktur.

Rodzice zajęci. Szkoła bezradna.
Świat szybki, głośny, sprzeczny.
A młody organizm potrzebuje jednego: poczucia, że ktoś wie, co robi.
Coach mówi, że wie. I to wystarcza.

Uproszczenie jako prawda

Największy problem nie polega na tym, że ci ludzie „kłamią”.
Często wierzą w to, co mówią.
Problem polega na uproszczeniu, które sprzedają jako prawdę.

Zdrowie staje się projektem. Ciało — systemem do optymalizacji.
Psychika — zbiorem „blokad”. Życie — grą, którą trzeba wygrać.
Wszystko da się poprawić. Wszystko da się „ustawić”. Wszystko jest kwestią decyzji.

To bardzo atrakcyjna narracja dla kogoś, kto dopiero buduje tożsamość.
Bo jeśli coś nie działa — to znaczy, że robisz za mało.

„I tu zaczyna się prawdziwa szkoda. Młode pokolenie dostaje komunikat, którego nie potrafi unieść: że każda porażka jest dowodem słabości, każdy spadek energii to brak dyscypliny, każda choroba to błąd stylu życia, każda emocja to coś do „ogarnięcia”.”

Nie ma miejsca na rozwój, który jest nierówny.
Nie ma miejsca na ciało, które czasem nie daje rady.
Nie ma miejsca na relacje, które są chaotyczne.

Jest tylko narracja: jeśli nie idzie — to Twoja wina.
To nie buduje siły. To buduje wstyd.

Ucieczka w narrację

Najbardziej toksyczni coachowie robią jeszcze jedną rzecz.
Uczą młodych ludzi odrywać się od rzeczywistości, a nazywają to świadomością.
Nie pracuj z kimś, kto Cię stresuje — to „niska energia”.
Nie słuchaj krytyki — to „projekcja”.
Nie czuj lęku — to „blokada”.
Nie narzekaj — to „mental ofiary”.

W praktyce oznacza to jedno: odcinasz się od sygnałów ostrzegawczych.
Od ciała. Od relacji. Od granic.
Zamiast uczyć się życia w świecie, uczysz się ucieczki w narrację.
A narracja zawsze wygrywa z rzeczywistością. Do momentu, aż rzeczywistość wraca bokiem.

Z czasem młody człowiek staje się bardzo „świadomy”, ale coraz mniej zakorzeniony.
Wie, jak się „regulować”, ale nie wie, jak być w relacji.

Zna wszystkie suplementy, ale nie czuje zmęczenia, dopóki nie padnie. Potrafi mówić o traumie, ale nie potrafi powiedzieć „nie”.

I to jest paradoks: im więcej treści o sile, tym więcej ludzi wewnętrznie kruchych.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ci coachowie nie wyglądają jak sekta.
Robią coś subtelniejszego: wmawiają młodym ludziom, że normalne ludzkie funkcjonowanie to błąd, a ich produkt to rozwiązanie.

„Młode pokolenie nie potrzebuje więcej motywacji. Ma jej aż nadto.
Potrzebuje czegoś, czego internet nie sprzedaje dobrze:
realnych granic, kontaktu z ciałem, akceptacji niedoskonałości.”

Ale tego nie da się wrzucić w rolkę. Nie da się zamknąć w haśle.
Więc zamiast tego sprzedaje się iluzję kontroli.
Największą krzywdą jest to, że młodzi ludzie przestają wierzyć sobie, swojemu ciału, swoim granicom, swojemu tempu.

A kiedy to tracisz, zostaje tylko kolejny autorytet. I kolejny. I kolejny.
Aż w końcu ktoś mówi: „Może problem nie był w Tobie, tylko w narracji, którą łykałeś.”

I to jest moment, od którego zaczyna się coś prawdziwego. Nie poprawa. Nie sukces. Nie zdrowie. Tylko powrót do rzeczywistości.